Szczyrk - Wujek Beskidek.
Najciekawsze wakacje spędzałem co roku u cioci Helenki w Szczyrku. Brat cioci był przewodnikiem beskidzkim i czasem, gdy miał wycieczkę to ja zabierałem się z grupą. Bardzo lubiłem trasę szlakiem niebieskim przez Sanktuarium na Górce do schroniska Klimczok. Potem jeśli nawet nie było tego w planie podchodziłem na wierzchołek Klimczoka. Z grupą najczęściej schodziliśmy przez Przełęcz Karkoszczonkę, Szczyrk - Biłą, a potem do centrum. Inne fajne spacery robił jak go nazywałem wujek Beskidek na sam szczyt Skrzycznego.
Szczyrk leży około 700 metrów poniżej wierzchołka, więc wdrapywanie było zawsze bolesne. Często nawet grupa kolonijna zawracała, bo tak ciężko było mieszczuchom chodzić. Gdy udawało się zdobyć wierzchołek, to zawsze wstępowaliśmy do schroniska PTTK Skrzyczne. Tam wujek stawiał mi obiad, a tak naprawdę to chyba właściciel schroniska stawiał nam obu. Coś mi chyba z tego zostało, bo nadal chętnie odwiedzam za każdym razem tamtejszą kuchnię mimo, że obsługa dawno się zmieniła.