Sopot - na sportowo
Wakacje w Sopocie udały się nam wyśmienicie. A tak nie chciało mi się tam jechać. Nie lubię takich snobistycznych miejsc, jak Kołobrzeg, Międzyzdroje, czy Sopot właśnie, bo tam po prostu nie ma swobody. Na sztywno to się siedzi w pracy, lub w kościele, ale żeby na urlopie? Uzdrowisko
Sopot, znane już w całej przedwojennej Europie, bardzo się od tamtych czasów rozwinęło i nawet wyładniało. W Muzeum Sopotu widzieliśmy stare sztychy i widokówki - przyznam, że jestem pod wrażeniem. Sopotem zbyt bardzo nie potargała wichura wojenna i miasto ostało się prawie w takiej formie, jak zostawili ją Niemcy. Połaziliśmy troszkę po mieście, byliśmy w Operze Leśnej, w grodzie z XI wieku, obowiązkowo na molo i to każdego dnia. Pobyczyliśmy się na plaży i zakosztowaliśmy życia nocnego - dyskoteki, puby, kasyno ,te sprawy. Najbardziej nam jednak opowiadało sportowe zaplecze miasta. Mają tam super aquapark, w którym bywaliśmy niemal codziennie i krytą ujeżdżalnię ze szkółką jeździecką. To była za to główna rozrywka żony. Myślę, że kiedyś na pewno pojedziemy jeszcze do Sopotu, bo jego oferta jest ciekawa i bogata.